Zbudował odstraszacz na psy i... psy go pogryzły! Boleśnie!

Niesamowita historia z Lubelszczyzny. Jacek Ogrodnik (61 l.) od ponad trzydziestu lat pracuje jako listonosz na terenie jednej z gmin w okolicach Lublina. Mężczyzna, jak każdy listonosz zresztą, miał od wielu lat problem z psami. Kiedy rozwoził listy zwłaszcza po małych miejscowościach, za jego rowerem biegł tabun psów. W końcu mężczyzna powiedział dość!
shutterstock.com
Jacek Ogrodnik (61 l.) znalazł na jednym z portali dla elektroników schemat urządzenia, które miało odstraszać psy. Mężczyzna pojechał do sklepu elektronicznego w Lublinie, gdzie zaopatrzył się we wszelakie niezbędne podzespoły. Następnie złożył zestaw i na drugi dzień zabrał go ze sobą do pracy.
 
- Stary był taki zadowolony, że słów szkoda - mówi nam Helena Ogrodnik (60 l.), żona pana Jacka - Powiedział, że jak jaki kundel się na niego zaczai, to zaraz z nim porządek zrobi! Niech tylko jaka pokraka na czterech nogach mordę otworzy to odpali odstraszacz i gadowi mózg ugotuje!


Jak powiedział, tak zrobił, Pan Jacek ruszył z torbą pełną listów w trasę. Niestety, już w pierwszej miejscowości napadło go stado kundli. Kiedy pan Jacek uruchomił odstraszacz, psy rzuciły się na niego, a dwa go nawet boleśnie ugryzły. To był koniec pracy tego dnia. Wściekły mężczyzna wziął wolne i udał się do szpitala na serię bolesnych zastrzyków przeciwko wściekliźnie.
 
Odstraszaczem zajął się znajomy pana Jacka, słynny elektronik.
- Jacek schrzanił sprawę - śmieje się pan Stefan, znajomy pana Jacka - W dwóch układach po prostu pomylił bieguny! Zamiast psy odstraszyć, jeszcze je przyciągnął i rozjuszył. Poprawiłem wszystko i teraz maszyna działa jak powinna.

Działa - potwierdziła pani Helena, żona pana Jacka - Stary leży w łóżku i jak to mówi, podgrzewa łeb kundlowi od sąsiadów. Sam powiedział, że teraz zbuduje zestaw wielkości odkurzacza, którym rozsadzi łeb każdej szczekającej pokraki.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza